Na wstępie bardzo Was przepraszam, że nie było mnie trochę czasu, no ale niestety, szkoła, a szczególnie technikum, to nie są wczasy na Hawajach, bynajmniej;D Trochę się rozleniwiłem i teraz mam do nadrobienia trzy sprawdziany, z całej sterty notatek (i po co mi to było...). Możliwe, że blog niekiedy będzie musiał poczekać. Takie są efekty długiego, bardzo długiego weekendu i całego tygodnia matur...
Jednak do rzeczy. Nie wiem, czy oglądaliście film "Sala Samobójców"(jeśli nie, to gorąco polecam i od razu ostrzegam, że to bardzo smutny i wstrząsający film), ale z nim będzie związany dzisiejszy wpis. Chociaż można w nim było usłyszeć różną muzykę ( od klasyki, poprzez bardziej klubowe klimaty, jakie serwowała grupa Wet Fingers, po rockowe kawałki Billy Talent), to jednak jedna z piosenek utkwiła w mojej pamięci o wiele bardziej. Szczerze, jeszcze żadna piosenka nie wzruszyła mnie tak bardzo, jak ta. Podczas jej słuchania czułem, jakbym przenosił się do innej rzeczywistości, w której panował (wówczas bardzo mi potrzebny) tajemniczy spokój. I nie był to spokój pozorny i chwilowy, lecz wypełniający każdą część ciała. Jeszcze nigdy nie płakałem podczas słuchania muzyki, ale wtedy łzy same spływały po moich policzkach. Mimo to czułem się szczęśliwy, jak jeszcze nigdy. Byłem w jakby innym miejscu i czasie, z dala od całego świata, który dotąd mnie zabijał. Ta piosenka zdała się przemawiać: Nie martw się, teraz już jest dobrze. A wszystko to tak koiło moją duszę, że wcale nie chciałem opuszczać tej lepszej przestrzeni. Możliwe, że to życiowa sytuacja tak wpłynęła na mój odbiór.

Długo szukałem, nim dowiedziałem się, kto jest owym wykonawcą i kim tak naprawdę jest. Okazało się, że utwór, o bardzo nietuzinkowej nazwie "Sign 0", to dzieło japońskiego duetu Chouchou (instrumentalista Arabesque Choche i wokalistka Juliet Heberle). Jeszcze większe zaskoczenie wywołał u mnie fakt, że jest to grupa "żyjąca, tworząca i występująca" w wirtualnym świecie (swoją drogą bardzo pięknym). A wszystko po to by znaleźć, jak piszą, "nowe możliwości muzyki"... Lecz Chouchou, to nie tylko nostalgiczne utwory o pięknych tekstach, ale również kompilacje, rodem z cyberprzestrzeni. Ciekawe jest w nich przede wszystkim zręczne operowanie głosem i dźwiękiem oraz wplecenie różnorakich odgłosów, takich jak dźwięk przesuwających się wskazówek zegara czy łódki kołysanej przez fale. Do tego kilka solówek na fortepianie. Ciekawi?! Zapraszam Was więc na piękną podróż do innej rzeczywistości...
No i koniecznie zamknijcie oczy...
Ps: Jeśli to jednak nie wasza bajka, to proszę, nie komentujcie.
Oficjalny blog zespołu, utwory na lewym pasku Klik
Oto moje ulubione utwory i płyty:
- "Sign 0"
- "Anemone"
- "Spira"
- "Neverland"
- "B612"
- "City"
- "Indigo"
- VINCULUM
- NARCOLEPSY
ahhh uwielbiam ten film oglądałam go chyba z 5 razy i zakażdym beczałam . Muzyka też jest genialna ♥
OdpowiedzUsuńNie przepadam za tym filmem.
OdpowiedzUsuńmi bardzo spodobał się ten film. poruszał problemy wielu nastolatków. ach,nie ma to jak się rozleniwić,a potem ten ból,gdy trzeba iść do szkoły :<
OdpowiedzUsuńobserwuję :)