środa, 2 maja 2012

Monolog...

Hej. Mało ludu, mało... Ale to nic. Pomówię do samego siebie;P Dzisiaj zacznę opowiadać pewną (nie)zwykłą historię. Wyobraźcie sobie taką sytuację... 

Był początek września, a właściwie jego pierwszy dzień. Szedłem ulicami mojego kochanego miasta, w którym po raz pierwszy ujrzałem świat. I chociaż tu nie mieszkałem, to zawsze czułem z nim silną więź. W sercu jak i na zewnątrz było jakoś tak chłodno i obojętnie... Po niebie przesuwały się leniwie deszczowe chmury, które zostawiły po sobie całą masę kałuż. 
Za kilka godzin miało zacząć się coś nowego, coś lepszego, niż do tej pory. Nie chciałem niczego więcej. Miałem już za sobą "wojnę" z pewną dziewczyną (która złamała mi serce), miałem kilka niespełnionych uczuć i smutne wspomnienia z dzieciństwa. Ot takie sobie życie, raz gorsze, a raz lepsze. W powietrzu czułem już nadchodzącą jesień. I chociaż nigdy nie lubiłem końca wakacji, to jednak wysiliłem się na odrobinę uśmiechu.  "Coś się właśnie kończy..." - pomyślałem - "Czas zacząć lepsze życie...". W końcu dotarłem do nowej szkoły... "A więc to tutaj będę się uczyć" - pomyślałem. Na korytarzach było jakoś tak pusto i szaro ("Co jest?"). Okazało się że przed akademią jest msza święta. No dobra... Udałem się do kościoła, który leżał niedaleko od szkoły. "O Jezu! Przecież ja tutaj nikogo nie znam..." - tylko tyle wywnioskowałem. Jakoś przeleciała msza i w końcu przeszliśmy do szkoły. Akademia, jak na prawdziwą przystało, była nudna do bólu. Jedynym plusem tego wszystkiego było to, że dowiedziałem się, kto będzie moim wychowawcą i gdzie będzie moja klasa. W końcu poznałem ludzi, z którymi miałem przeżyć w tym "więzieniu" aż cztery, długie lata (właściwie to zobaczyłem tylko kilka osób, bo szedłem na ogonie). Kiedy weszliśmy do klasy... No właśnie... Zakochałem się... Była taka piękna... Niebieskie, błyszczące się oczy, mały, zadarty nos, piękne, malinowe usta i długie, blond włosy. Co tu kryć, o takiej dziewczynie marzyłem przez całe życie. Nawet modliłem się przed tym dniem, żeby w końcu zakochać się z wzajemnością. Miałem już dosyć użalania się nad swoim nieszczęściem. Byłem jak porażony prądem, dostałem nóg z waty, ale na szczęście zdołałem usiąść się w ławce. "Czy to się dzieje naprawdę?" - tylko to jedno pytanie tkwiło w mojej głowie. Ciągle odwracałem się, by móc na nią spojrzeć. Serce biło mi tak mocno jak chyba jeszcze nigdy... Nawet nie pamiętam, co działo się wokół mnie. Jedyną osobą, która psuła ten piękny sen był chłopak, który siedział ze mną w ławce. Ciągle uskarżał się do mnie, jak to się źle czuje, a ja tylko mu przytakiwałem, by móc się na Nią spojrzeć... Co prawda przedstawialiśmy się sobie, ale ja nawet nie zdołałem zapamiętać jej imienia. 
Tak minęło "spotkanie organizacyjne". Wszyscy porozchodzili się do domów, a ja zostałem sam na sam z całą masą  pytań. Czy to była miłość? Co się ze mną stało? Czy to przypadek ,że Bóg zesłał na mnie owe uczucie zaraz po tym, gdy poprosiłem o miłość?!

CDN...



Ta piosenka świetnie pasuje do tamtego dnia...

2 komentarze:

  1. Dzięki:D A już myślałem że nikt nie odpisze... Heh... Cieszę się jak mały dzieciak;p Jeśli mogę, to proszę polecajcie mnie innym. Teraz mam powody do pisania:)

    OdpowiedzUsuń