Późno piszę, ale cóż... Taki urok majówki, że ciągle coś się dzieje : ) Dziś dalszy ciąg mojego monologu, chociaż teraz to już dialog, bo czytacie to, co piszę. Oby było Was coraz więcej. I Tak trochę dziwnie się czuję, że znacie tylko moje pseudo, więc przedstawiam się z imienia: Przemek. I to co piszę jest prawdziwą historią, która trwa w moim życiu przeszło 8 miesięcy. A piszę ją dla Was, bo chciałbym dostać trochę wsparcia, którego nie dostaję od ludzi z mojego otoczenia. Wiem, pewnie znacie takich historii na pęczki, ale na pewno nie znacie kogoś tak dziwnego jak ja...
Tak... Tamte pytania nie dawały mi spokoju przez całe popołudnie. Na niczym nie mogłem się skupić i byłem całkowicie nieobecny... Gdy tylko ujrzałem ją w swej (a jakże) bujnej wyobraźni, na twarzy natychmiastowo pojawiał się banan : D Chyba nikt nie podobał mi się tak, jak ona... I wciąż miałem dziwne wrażenie, że dobrze ją znam... Sam nie wiem dlaczego, ale gdy zobaczyłem ją pierwszy raz, to... No naprawdę, dostałem jakiegoś deja vu. Wciąż zastanawiałem się, jak to jest możliwe... Z tą zagadką i jej portretem w myślach, usnąłem jak kamień...Następnego dnia wstałem ochoczo, jak jeszcze nigdy przedtem (możecie wierzyć, lub nie, ale naprawdę, śpioch ze mnie ; P ). Bardzo byłem ciekaw, co wydarzy się w szkole, jacy będą nauczyciele, koledzy, no i przede wszystkim...chciałem ją znów zobaczyć. Gdy już tam dotarłem i znalazłem klasę, pierwsze co zrobiłem, to szukałem ją wzrokiem po wszystkich. Jest... Znów pojawiły się "objawy" z pierwszego dnia i wtedy nabrałem pewności, że to nie jest jakieś tam zauroczenie, ja po prostu się zakochałem... Na każdej lekcji wpatrywałem się w nią, jak w jakiś cudowny obraz za milion dolarów i po prostu "zacieszałem ryja" : D Baaaardzoooo chciałem do niej jakoś zagadać i nawet spytać się, czy się nie znamy, ale... No właśnie, ona mnie tak onieśmielała... Nigdy nie byłem duszą towarzystwa (choć wielokrotnie starałem się "rozerwać"), nigdy nie miałem jakiegoś atrakcyjnego talentu ani zdolności no i nigdy nie byłem zbyt przystojny. Jedyne, co mi w miarę wychodziło, to nauka i prace w ogrodzie (ale żal, co nie ; P ). Ona była moim zupełnym przeciwieństwem: piękna, super się ubierała, umiała jeździć na desce i do tego gaduła... Choć próbowałem się zmusić do rozmowy z nią, to chęci opuszczały mnie, gdy tylko na nią spojrzałem. Z tego trudnego dla mnie zadania wyręczyła mnie moja nauczycielka od angielskiego. Dokładnie, nauczycielka... Na pierwszej lekcji mieliśmy zapoznać się ze sobą... Hmmm... W jakim języku??? No tak, po angielsku ; P Oczywiście, wszyscy raczej niechętnie dobierali się w pary... I ona wybrała właśnie mnie... Wtedy myślałem, że to nie jest przypadek. Jak później wywnioskowałem, miała do wyboru tylko mnie lub mojego kolegę, więc wybrała po prostu mniejsze zło. W każdym razie, nieważne. Jeszcze nigdy nie było mi tak trudno wykrztusić zdania po angielsku... Byłem chyba blady jak ściana i miałem ochotę uciec stamtąd, bo miałem poczucie, że zaraz się spalę. Dowiedziałem się w końcu jak ma na imię... Magda... (Piękne imię... )Dowiedziałem się też, że ma rodzeństwo i słucha reggae oraz rocka. "Fajnie..." - pomyślałem. Naprawdę, zrobiła na mnie wrażenie takiej miłej osoby. Kiedy lekcja już się skończyła, miałem ochotę wylać na siebie wiadro zimnej wody. "Co będzie jeśli się domyśliła?" - dręczyło mnie to pytanie. Następny tydzień znów przyniósł okazję do bliższego zapoznania. Tym razem "swatką" była pani od matmy. Zadała nam cała masę zadań powtórzeniowych. Tego samego dnia, los chciał, że napatoczyła się wolna lekcja. A ona co? (Magda oczywiście) Wpadła na pomysł by wspólnie rozwiązać zadania... "Mam okazję by zabłysnąć" - myślałem (Psssss... Niby nauką? Głupek ze mnie.). Sam nie wiem dlaczego, przesiadła się niedaleko mnie i spytała czy mam już coś zrobione. Odpowiedziałem, że tak. I wtedy usiadła koło mnie, ale nie tak jak się siedzi w ławce, tylko tak bardzo blisko. Czułem że gotuję się od środka. Zacząłem mylić wyniki, liczyć przez pół godziny jedno zadanie, kompletnie zapomniałem wszelkiej wiedzy... Dostałem totalnie małpiego rozumu... Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, albo znów uciec. Ta bliskość robiła ze mnie totalnego idiotę... (Teraz mnie to śmieszy, ale wtedy nie było mi do śmiechu). A ona? Sam nie wiem co o mnie pomyślała... Ale pewnie nie były to miłe myśli, bo odtąd ze mną nie gadała, ani o nic nie prosiła.
Mijały kolejne dni, a ja wciąż o niej myślałem. Kochałem ją coraz bardziej. Każdy jej uśmiech, każde jej pocieszne tłumaczenie się przed nauczycielem przyprawiało mnie o całą masę radości. Chciałem jakoś to rozwinąć,ale nie mogłem przejść tej blokady, jaką była chorobliwa nieśmiałość. Z jednej strony miałem ochotę zadziałać, a z drugiej bałem się odrzucenia, z którym dotąd się spotykałem. Już kiedyś sparzyłem się na jednej dziewczynie i nie chciałem powtarzać tej historii po raz drugi... Ale czułem, że ta sprawa nie mogła zostać bez kontynuacji. Więc to Ona dopisała nowy rozdział do całej historii... I nie było w niej miejsca dla mnie...
CDN...
Zapowiedź do kolejnej części. Jest smutna jak ten song... : (
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz