Na wstępie bardzo przepraszam za długą nieobecność, ale szkoła i moje (pożal się Boże) problemy kompletnie mnie wykończyły. Bardzo dziękuję za każdy komentarz ze słowami wsparcia. Cieszą mnie wasze miłe słowa odnośnie nagłówka. Możecie mi wierzyć albo nie ale jesteście prawdziwym lekarstwem dla mojego chorego serca i traktuję Was jak najlepszych przyjaciół :) Jeszcze raz dziękuję.

A już miało być tak pięknie... Już wierzyłem, że wszystko będzie ok, że uwierzę w siebie i w końcu będę żyć spokojnie. Ale dzisiaj wszystkie te marzenia legły w gruzach... Ja naprawdę nie potrafię normalnie funkcjonować... Moje anielskie skrzydła są z betonu. Już sam nie wiem, czy kiedykolwiek wzniosę się na nich do góry... Co jest powodem mojego smutku? To, że uświadomiłem sobie, co inni o mnie tak naprawdę myślą. A co myślą? Że jestem nudnym, smutnym i kompletnie nie radzącym sobie w życiu człowiekiem. Przeczuwałem, że tak może być, ale nie chciałem dopuścić do siebie takich złych myśli. I niepotrzebnie... Już mam dosyć ciągłych pytań, o powód mojego smutku, już mam dosyć sugestii typu :"Znajdź sobie jakąś dziewczynę", już mam dosyć widoku szczęśliwych par idących sobie za rączki, całujących czy obściskujących się . Już nie mogę tego wszystkiego znieść. Czy nikt nie może tego zrozumieć, że najzwyczajniej w świecie jestem nieszczęśliwie zakochany? No tak... Przecież prawie nikt o tym nie wie. Czasami zaczynam myśleć, że Bóg o mnie zapomniał. Ale to nie jest prawda. Jeżeli już, to ja zapominam o nim i takie są tego skutki. A ja po prostu chciałbym być zauważany przez innych, po prostu chciałbym żyć tak jak wszyscy, po prostu chciałbym, aby moje marzenia w końcu się spełniały. Wiem, że jedyną osobą winną za niepowodzenia jestem ja razem z moim chorym charakterem. Tak, jestem na siebie cholernie zły. Czasami czuję się tak, jakbym przespał jakąś część swojego życia. Moi znajomi są ode mnie zupełnie inni, ułożyli sobie jakoś życie, są szczęśliwi, a ja stoję w miejscu jak jakiś idiota. Chciałbym móc się jakość pocieszyć, ale jedyne co przychodzi mi na myśl to: "Idź się leczyć człowieku". Wiem, po raz kolejny się użalam, ale nie chcę kłębić w sobie złości i żalu.

A co z M? Nic. Już nie chcę o niej myśleć i unikam jakiegokolwiek kontaktu z nią. Po co robić sobie krzywdę? Doskonale wiem, ile kosztuje mnie każde przypadkowe spotkanie z Nią. Dzisiaj takowe miało miejsce. Oczywiście, dla mnie Jej nie było, a jedyne co powiedziałem to zwykłe "cześć" (Ot tak, z grzeczności). Udaję, ciągle udaję, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku. Tyle że nic nie jest w porządku. Jak chorym człowiekiem trzeba być, by udawać, że dla niego miłość nie istnieje? No właśnie... Jedyne na co czekam, to wakacje. W końcu nie będę musiał na Nią patrzeć, w końcu będę mógł o Niej skutecznie zapomnieć. Nie chcę już więcej ranić swojego serca, swojej duszy... Chcę po prostu żyć spokojnie, zająć się swoją pasją, jaką jest ogród i nie czekać na nikogo. To nie znaczy, że nie wierzę w miłość czy w to, że kiedyś przyjdzie. Po prostu już nie mam zamiaru sprowadzać jej na siłę...
![]() |
| http://chouchou.bandcamp.com/track/spira |
Chouchou - Spira
Chciałbym zamknąć się w Tobie i nigdy już nie wychodzić. Każda Twoja nuta jest kolejną dawką kroplówki, kolejną szwą zakładaną na serce. Chciałbym byś była moimi oczami i skrzydłami, moim jasnym księżycem, chciałbym, abyś liczyła dla mnie owieczki tak długo, aż zasnę. Jesteś prawdziwa, jesteś wieczna. Twoja cisza jest najgłośniejszą z wszystkich mi znanych. Nie chcę płakać, chcę śmiać się do Ciebie. To prawda, kiedyś wszyscy wpadniemy w niekończący się Błękit... Jeszcze nie pora... Jeszcze...

ja w sumie trochę mam wakacje zaplanowane ;d
OdpowiedzUsuńciekawa notka :)
OdpowiedzUsuńOj Ty ;* ... Dzięki za notkę <3.
OdpowiedzUsuńW sumie nie wiem jak Ci pomóc. Ale czytam od niedawna książkę pt. "Tajemnice szczęścia. 10 tekstów, które zmieniają życie..", psychologiczna. Podobno codziennie wmawiając sobie jakąś rzecz, można doprowadzić do tego, że tak się stanie. Człowiek potrzebuje codziennie, przez 21 dni wmawiać sobie jedną regułkę. Ja zaczęłam stosować, pomaga. Serio.
Napisałam sobie na kartce pismem a la "MAM TWOJĄ CÓRKĘ, 250tys, ALBO UMRZE" tekst: jesteś wyjątkowa. Powiesiłam nad biurkiem. I zaczynam w to wierzyć. Patrzę się na to i właśnie tak myślę. Jest wiele innych terapii, poczytaj ;). Z resztą, jesteś w wieku, w którym niektórzy mają takiego mega doła, więc to minie.
fajny post.
OdpowiedzUsuńja marzyłam o zaśpiewaniu w chórze gospel. w tym roku uda się już trzeci raz :)
OdpowiedzUsuńCiekawy post! Fajnie piszesz. ;-)
OdpowiedzUsuńPrzy okazji zapraszam do nas, trwa rekrutacja na współautorkę bloga, jeśli byłabyś zainteresowana zapraszamy!
też uważam , że nikt mnie nie rozumie :D
OdpowiedzUsuń