Hej!
Bardzo dziękuję Wam za każdy komentarz. Dzisiaj jeszcze bardziej umocniłem swoje stanowisko w sprawie z M. Jest mi już zupełnie obojętne co, jak i z kim robi, czy mnie chociaż lubi, czy cokolwiek dla niej znaczę. Jedyne, co bym dla niej zrobił, to przeprosił ją za to, że kiedykolwiek się w niej zakochałem. To nie był błąd, to nie było zrządzenie losu. To miało mnie czegoś nauczyć... Tylko czego? Tego, jak odpowiednio ocierać łzy? Tego, jak przyjmować ciosy? Po smutku przyszedł czas na irytację.
![]() |
| Dlaczego ciągle gram? |
Moje uczucia przerodziły się w nieco ciemny humor. Irytuję się widząc cudzą miłość, przyjaźń, ludzi goniących czas. Kiedyś, sam nie wiem kiedy, stanąłem w miejscu. Inni poszli o kilkaset kroków do przodu, a ja zostałem tam, gdzie byłem. Teraz, z uśmiechem na twarzy, mogę obserwować ich życie, niczym codzienną telenowelę. Romanse, zdrady, powroty... I co z tego, że jestem tylko biernym widzem? Przecież nie każdy rodzi się aktorem... Sceptyczne nastawienie do świata ma swoje plusy. Mało kto wysili się na recenzję, mało kto wypomni ci krocie wydane na bilety, mało kto będzie chciał zgarnąć twoją rolę. Kiedyś mówiono, że życie to teatr... Właśnie tak jest. Ciągle udajesz, ciągle mało ci ról i splendoru. Liczy się twój prestiż, twoje profity. Nawet nie zauważasz, kiedy twoja gra staje się wierutnym kłamstwem. Wtedy już sam nie pamiętasz, czy aby na pewno byłeś w sklepie, czy może w kinie... Zrobisz wszystko by załagodzić sprawę. Na szczęście istnieją widzowie, tacy jak ja, czujni, bezstronni... Nie oszukasz...
![]() |
| Kiedyś opuszczę ten chory teatr... |
Nienawidzę, kiedy ktoś mnie bezwstydnie okłamuje. Wolę tysiąc słów gorzkiej prawdy, niż jedno fałszywe wypowiedziane bez zająknięcia. Można czasami nagiąć rzeczywistość, skłamać dla dobra ogółu, dla dobra sprawy, lecz kłamstwo w żywe oczy i zaprzeczanie prawdzie zwyczajnie mnie śmieszy. Po co cały ten spektakl? Wcale nie jestem wredny, wcale nie krzywdzę innych. Wiem, sam kłamię i w jakimś sensie jestem aktorem, mimo że tylko siedzę na widowni... Ale nie zaprzeczam w obliczu gorzkiej prawdy, nie klaszczę bezmyślnie , gdy ktoś robi mnie w balona, bo to jest już szczyt wszystkiego. Chwilowo śmieszy mnie szczęście innych. Zwykła, ludzka, gorzka zazdrość, która w końcu przejdzie. Ale broń Boże, nikomu nie życzę źle. Jestem raczej taką osobą, która woli skrzywdzić siebie, aniżeli innych. Kiedy ktoś rzuci we mnie kamieniem, ja mu to w końcu zapomnę i zapamiętam jak najlepszego przyjaciela. Wiem, że nikt nie jest idealny, wybaczam. Jednak muszę wylać z siebie całą tą gorycz nagromadzoną od kilku miesięcy, tyle że bez ofiar, bez żadnej widowni. Po cichu pośmieję się trochę i gorzko zapłaczę. Nie chcę nikogo ranić, choć inni zranili mnie już wielokrotnie. Muszę jakoś uporządkować ten teatr. Kiedyś złożę wymówienie, bo już nie będę potrzebować maski. Na razie jestem widzem i dodatkowo aktorem na pół etatu. I choć brzydzę się wszędobylskiej teatralizacji, gram, bo nie chcę sprawiać nikomu bólu... A może zwyczajnie chcę ranić siebie?
Nadzieja i miłość nie umarły. Jutro pożegnam się z bólem i ponownie będę podziwiać życie. Jutro musi wstać słońce... Muszę wznieść się razem z ptakami, chociażbym miał tuż po tym, z powrotem spaść na ziemię. Tylko dlatego, że moje życie to wieczna sinusoida.
Coldplay - "Up With The Birds"
Wznieśmy się razem z ptakami...












