poniedziałek, 3 lutego 2014

I don't love you...

Hej :)

Czuję się tu już nieswojo. Minęło sporo czasu odkąd porzuciłem pisanie na tym blogu. Wielokrotnie próbowałem wrócić, lecz nie czułem się wystarczająco silny. Dziś wracam po raz ostatni... Patrząc na to, co pisałem wtedy, uśmiecham się... Bo to było takie niedojrzałe :) Człowiek zmienia się z każdym dniem. Za rok nawet ten post będzie dla mnie niedorzeczny :) Być może nikogo nie obchodzi moja historia. W końcu jest jedną z milionów podobnych opowieści... Jednak każda z tych opowieści musi mieć jakieś zakończenie. Moje jest proste. To, co czułem, jest już przeszłością. W sercu pozostał jakiś ślad, lecz jest to jedynie blizna. Blizna, jakich wiele w każdym sercu, po straconych miłościach... Już nie wrócę. Na pożegnanie składam piosenkę. Zamykam pewien rozdział w życiu... Żegnajcie :')

niedziela, 17 czerwca 2012

Zagubiony we własnym świecie.

Cześć!

Jestem gotowy na ochrzany od Was, na słowa krytyki wobec mojej "bywalności" na blogu i Wasze rozczarowanie moją osobą. Ok, Walcie prawdę. Fakt, nie było mnie długi czas, ale to chyba tylko dlatego, że coś się we mnie zmieniło... Przepraszam i dziękuję, że komentujecie i odwiedzacie mnie. Postaram się pisać częściej. Tylko Wy nigdy mnie nie opuszczacie i staracie się zawsze zrozumieć, dlatego staram się zawsze być wobec Was wdzięczny. Mam nadzieję, że to zauważacie :)

Nie wierzę w szczęśliwe zakończenia.
A przez chwilę było tak pięknie... Mogłem patrzeć w Twoje cudne oczy i widzieć w nich własne odbicie, mogłem czuć Twoją bliskość tak, jak jeszcze nigdy. Już dawno serce nie biło mi tak szybko, jak wtedy... Przy Tobie zapomniałem o wszystkim: o tym, że zniszczyłaś moje poukładane i nudne życie, że przez kilka miesięcy byłem całkowicie rozbity, że nikt jeszcze nie ukradł mi serca w tak bezczelny sposób. W końcu zacząłem z Tobą rozmawiać, lecz wcale nie poczułem się z tym lepiej. Przeciwnie, jeszcze bardziej upewniłem się, że bez Ciebie już nie jestem tą samą osobą, co kiedyś. Nie wierzę już w szczęśliwe zakończenia, ani w to, że miłość jest dla wszystkich. Bronię się przed okazywaniem szczęścia i nie rozumiem tych, którzy robią to tak nachalnie. Przestałem nawet lubić dzieci, bo to najnaiwniejsze istoty na świecie. Coś się zmieniło i teraz inaczej patrzę na życie. Przez tyle czasu budowałem swój własny świat, a teraz Ty zgasiłaś w nim światło. Jak mam teraz żyć? No jak?!


Nie chcę niszczyć cudzego szczęścia... Nawet jeśli sam go nie mam...
Wiem, że nigdy mnie nie pokochasz, że nigdy nie zrozumiesz moich słów i uczuć. Zawsze będziemy dla siebie obcy, a mój głos nigdy nie będzie dla Ciebie słyszalny... Ktoś inny będzie wyznawał Ci miłość i kogoś innego będziesz całować na przywitanie, bo on jest w twoim sercu, droga M. Mógłbym patrzeć na ciebie godzinami, przy Tobie mógłbym żyć bez niczego, lecz jaki to ma teraz sens? Po co mam się z Tobą zaprzyjaźniać, po co mam Cię poznawać, skoro wiem, że nie umiem kłamać? Moje oczy potrafią mówić wszystko, a uśmiechu nie umiem trzymać na uwięzi. Mimo wszystko nie potrafię Cię znienawidzić, ani źle Ci życzyć. Skoro przy nim jesteś szczęśliwa, niech tak zostanie. Nie chcę niszczyć cudzego szczęścia... Nawet jeśli sam go nie mam... Tylko jak mam zapomnieć o tym, co czuję, o tych dziesięciu miesiącach, które zniszczyły mnie niczym pożar i zostawiły same zgliszcza?

Teraz pada...
Z tobą, czy bez Ciebie, i tak jest źle. Próbowałem robić wszystko, lecz nic nie przynosi ulgi i ukojenia. Jak usłyszałem w jednej piosence "Nie ma religii, która mogłaby mnie uratować..." (Bruno Mars - "It Will Rain") Nie mogę o Tobie zapomnieć. Albo to ja jestem żałosny, albo to życie, jest zupełnie pochrzanione. Dlaczego miłość działa tak wybiórczo i często w jedną stronę? Dlaczego jednym trafia się jej więcej a innym mniej? Nie ma mądrych odpowiedzi na te pytania. Takie jest życie, taki jestem ja... Ponoć czas leczy rany... Każdy ma mniej lub więcej cierpliwości, lecz niestety, kiedyś się kończy. Dlatego nie chcę wiedzieć, co się stanie, gdy mi jej zabraknie.  Oby te wakacje były dla mnie ostatnią deską ratunku na normalne życie... Teraz pada...

Dla tych, którzy nie znają mojej sytuacji, w dużym skrócie: M. nigdy nie była moją dziewczyną, ani nigdy nie dowiedziała się o tym co czuję. M. chodzi do mojej klasy. Najprawdopodobniej ma chłopaka, co sprowadza moje szanse do zera. Nie mam zamiaru dłużej walczyć o to uczucie. Jednocześnie mam gigantycznego doła, który ciągle okazuje się zbyt dużym, bym mógł z niego wyskoczyć.

Piosenka, którą zacytowałem - Bruno Mars - "It Will Rain" + coś na rockowo - Pearl Jam - "Last Kiss". Ta druga piosenka jest szokująco zwodząca. Nie dajcie się wkręcić w wesołą melodię - treść jest niezwykle smutna...




czwartek, 7 czerwca 2012

What U See?

Hej!!! 

O mój Boże! Jak dawno już tu  nie byłem... Bardzo Was za to przepraszam. Powód?! Sam nie wiem... Myślę, że to przez zapieprz w szkole i dodatkowo moje miłosne zawirowania... Ale zanim o tym, to BARDZO DZIĘKUJĘ! Jesteście kochani:)) Czytając wasze komentarze strasznie się wzruszyłem. Jeszcze nikt mnie tak nie docenił jak Wy. Naprawdę. Skoro mówicie, że mam talent, to może coś w tym jest? Jedno mogę powiedzieć na pewno: to co piszę, zawsze płynie z mojego serca. 


Moje nogi chcą iść do przodu, lecz serce uparcie zostaje na tyłach... Czuję, że coś bezpowrotnie ze mnie uleciało, że straciłem jakąś część siebie... Cały plan ucieczki stanął pod wielkim znakiem zapytania, ogień został wstrzymany. Czy to ma sens? Co tak w ogóle go ma? Z każdym dniem fala pytań i wyrzutów sumienia przygniata mnie z coraz większą siłą... Pierwszy raz zobaczyłem twoją twarz... To był dziwny sen, M... Nie wiem dlaczego mi się przyśniłaś. Wczoraj chciałem się z Tobą pożegnać, ale los ,jakby na przekór, przeszkadzał mi w tym ... Przecież Twoja bliskość już mnie nie zniewala, przecież wyraźnie dałem Ci do zrozumienia, że dla mnie mogłabyś już nie istnieć. Mimo wszystko w mojej głowie ciągle trwa wojna. Serce nadal jest Twoje, rozum jest mój. Dlaczego ciągle mnie atakujesz, skoro skapitulowałem? Dlaczego los ponownie skrzyżował nasze drogi, skoro wczoraj Cię zabiłem? Mam za sobą wielu żołnierzy, ale żaden z nich nie może walczyć u mojego boku... Nawet ja sam nie potrafię walczyć... Nie potrafię skutecznie zabijać swoich myśli...

Moja bajka nie mogła stać się prawdą
Ale czy aby na pewno tego chciałem? Co ja najlepszego zrobiłem? Sprzedałem cały swój świat dla Ciebie, a teraz czuję się jak rozbitek na bezludnej wyspie mojego skamieniałego serca... Od kilku dni oglądam się za siebie. Co zobaczyłem? Ciebie, kompletnie zdziwioną i mnie kompletnie obojętnego. Z pewnością, nie pomyślałaś o mnie najlepiej, skoro udałem, że nic dla mnie nie znaczysz... Strasznie zraniłem nas obydwu . Nie wiem już co czuję, nie wiem czy czas płynie, czy też na złość - zatrzymał się. Czuję się jeszcze bardziej samotny niż zwykle. Chciałbym zasnąć na jakiś czas i obudzić się kilka miesięcy później... Bez Ciebie... A może tak naprawdę ciągle spałem? Może po prostu śniłem? Często widzimy to, co chcielibyśmy zobaczyć... Piszemy własną bajkę, w której wszystko dzieje się po naszej myśli i nigdy nie ma smutnego zakończenia. To my jesteśmy głównymi bohaterami... Chciałem być księciem na białym koniu, w srebrnej zbroi, ustać pod twym oknem i zaśpiewać specjalnie dla Ciebie... W  tej bajce widziałem Cię jako piękną księżniczkę, o nieziemskim spojrzeniu... Mieliśmy być razem... Wczoraj ktoś ważny dla mnie powiedział mi, abym lepiej to wszystko skończył. Wczoraj właśnie to chciałem usłyszeć i skończyłem z tą tandetną historyjką. Dzisiaj mam ogromnego, moralnego kaca...

Jet - "Look what you've done"


Co zrobiłem? Czy tego chciałem? Czy można żałować czegoś, co nigdy nie istniało? Muszę to wszystko przemyśleć...

czwartek, 31 maja 2012

Życie to teatr...

Hej!

Bardzo dziękuję Wam za każdy komentarz. Dzisiaj jeszcze bardziej umocniłem swoje stanowisko w sprawie z M. Jest mi już zupełnie obojętne co, jak i z kim robi, czy mnie chociaż lubi, czy cokolwiek dla niej znaczę. Jedyne, co bym dla niej zrobił, to przeprosił ją za to, że kiedykolwiek się w niej zakochałem. To nie był błąd, to nie było zrządzenie losu. To miało mnie czegoś nauczyć... Tylko czego? Tego, jak odpowiednio ocierać łzy? Tego, jak przyjmować ciosy? Po smutku przyszedł czas na irytację.

Dlaczego ciągle gram?
Moje uczucia przerodziły się w nieco ciemny humor. Irytuję się widząc cudzą miłość, przyjaźń, ludzi goniących czas. Kiedyś, sam nie wiem kiedy, stanąłem w miejscu. Inni poszli o kilkaset kroków do przodu, a ja zostałem tam, gdzie byłem. Teraz, z uśmiechem na twarzy, mogę obserwować ich życie, niczym codzienną telenowelę. Romanse, zdrady, powroty... I co z tego, że jestem tylko biernym widzem? Przecież nie każdy rodzi się aktorem... Sceptyczne nastawienie do świata ma swoje plusy. Mało kto wysili się na recenzję, mało kto wypomni ci krocie wydane na bilety, mało kto będzie chciał zgarnąć twoją rolę. Kiedyś mówiono, że życie to teatr... Właśnie tak jest. Ciągle udajesz, ciągle mało ci ról i splendoru. Liczy się twój prestiż, twoje profity. Nawet nie zauważasz, kiedy twoja gra staje się wierutnym kłamstwem. Wtedy już sam nie pamiętasz, czy aby na pewno byłeś w sklepie, czy może w kinie... Zrobisz wszystko by załagodzić sprawę. Na szczęście istnieją widzowie, tacy jak ja, czujni, bezstronni... Nie oszukasz... 

Kiedyś opuszczę ten chory teatr...
Nienawidzę, kiedy ktoś mnie bezwstydnie okłamuje. Wolę tysiąc słów gorzkiej prawdy, niż jedno fałszywe wypowiedziane bez zająknięcia. Można czasami nagiąć rzeczywistość, skłamać dla dobra ogółu, dla dobra sprawy, lecz kłamstwo w żywe oczy i zaprzeczanie prawdzie zwyczajnie mnie śmieszy. Po co cały ten spektakl? Wcale nie jestem wredny, wcale nie krzywdzę innych. Wiem, sam kłamię i w jakimś sensie jestem aktorem, mimo że  tylko siedzę na widowni... Ale nie zaprzeczam w obliczu gorzkiej prawdy, nie klaszczę bezmyślnie , gdy ktoś robi mnie w balona, bo  to jest już szczyt wszystkiego. Chwilowo śmieszy mnie szczęście innych. Zwykła, ludzka, gorzka zazdrość, która w końcu przejdzie. Ale broń Boże, nikomu nie życzę źle. Jestem raczej taką osobą, która woli skrzywdzić siebie, aniżeli innych. Kiedy ktoś rzuci we mnie kamieniem, ja mu to w końcu zapomnę i zapamiętam jak najlepszego przyjaciela. Wiem, że nikt nie jest idealny, wybaczam. Jednak muszę wylać z siebie całą tą gorycz nagromadzoną od kilku miesięcy, tyle że bez ofiar, bez żadnej widowni. Po cichu pośmieję się trochę i gorzko zapłaczę. Nie chcę nikogo ranić, choć inni zranili mnie już wielokrotnie. Muszę jakoś uporządkować ten teatr. Kiedyś złożę wymówienie, bo już nie będę potrzebować maski. Na razie jestem widzem i dodatkowo aktorem na pół etatu. I choć brzydzę się wszędobylskiej teatralizacji, gram, bo nie chcę sprawiać nikomu bólu... A może zwyczajnie chcę ranić siebie?

Nadzieja i miłość nie umarły. Jutro pożegnam się z bólem i ponownie będę podziwiać życie. Jutro musi wstać słońce... Muszę wznieść się razem z ptakami, chociażbym miał tuż po tym, z powrotem spaść na ziemię. Tylko dlatego, że moje życie to wieczna sinusoida. 


Coldplay - "Up With The Birds"
Wznieśmy się razem z ptakami...

wtorek, 29 maja 2012

Betonowe skrzydła

Hej!

Na wstępie bardzo przepraszam za długą nieobecność, ale szkoła i moje (pożal się Boże) problemy kompletnie mnie wykończyły. Bardzo dziękuję za każdy komentarz ze słowami wsparcia. Cieszą mnie wasze miłe słowa odnośnie nagłówka. Możecie mi wierzyć albo nie ale jesteście prawdziwym lekarstwem dla mojego chorego serca i traktuję Was jak najlepszych przyjaciół :) Jeszcze raz dziękuję.


A już miało być tak pięknie... Już wierzyłem, że wszystko będzie ok, że uwierzę w siebie i w końcu będę żyć spokojnie. Ale dzisiaj wszystkie te marzenia legły w gruzach... Ja naprawdę nie potrafię normalnie funkcjonować... Moje anielskie skrzydła są z betonu. Już sam nie wiem, czy kiedykolwiek wzniosę się na nich do góry... Co jest powodem mojego smutku? To, że uświadomiłem sobie, co inni o mnie tak naprawdę myślą. A co myślą? Że jestem nudnym, smutnym i kompletnie nie radzącym sobie w życiu człowiekiem. Przeczuwałem, że tak może być, ale nie chciałem dopuścić do siebie takich złych myśli. I niepotrzebnie... Już mam dosyć ciągłych pytań, o powód mojego smutku, już mam dosyć sugestii typu :"Znajdź sobie jakąś dziewczynę", już mam dosyć widoku szczęśliwych par idących sobie za rączki, całujących czy obściskujących się . Już nie mogę tego wszystkiego znieść. Czy nikt nie może tego zrozumieć, że najzwyczajniej w świecie jestem nieszczęśliwie zakochany? No tak... Przecież prawie nikt o tym nie wie.  Czasami zaczynam myśleć, że Bóg o mnie zapomniał. Ale to nie jest prawda. Jeżeli już, to ja zapominam o nim i takie są tego skutki.  A ja po prostu chciałbym być zauważany przez innych, po prostu chciałbym żyć tak jak wszyscy, po prostu chciałbym, aby moje marzenia w końcu się spełniały. Wiem, że jedyną osobą winną za niepowodzenia jestem ja razem z moim chorym charakterem. Tak, jestem na siebie cholernie zły. Czasami czuję się tak, jakbym przespał jakąś część swojego życia. Moi znajomi są ode mnie zupełnie inni, ułożyli sobie jakoś życie, są szczęśliwi, a ja stoję w miejscu jak jakiś idiota. Chciałbym móc się jakość pocieszyć, ale jedyne co przychodzi mi na myśl to: "Idź się leczyć człowieku".  Wiem, po raz kolejny się użalam, ale nie chcę kłębić w sobie złości i żalu. 



A co z M? Nic. Już nie chcę o niej myśleć i unikam jakiegokolwiek kontaktu z nią. Po co robić sobie krzywdę? Doskonale wiem, ile kosztuje mnie każde przypadkowe spotkanie z Nią. Dzisiaj takowe miało miejsce. Oczywiście, dla mnie Jej nie było, a jedyne co powiedziałem to zwykłe "cześć" (Ot tak, z grzeczności). Udaję, ciągle udaję, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku. Tyle że nic nie jest w porządku. Jak chorym człowiekiem trzeba być, by udawać, że dla niego miłość nie istnieje? No właśnie... Jedyne na co czekam, to wakacje. W końcu nie będę musiał na Nią patrzeć, w końcu będę mógł o Niej skutecznie zapomnieć. Nie chcę już więcej ranić swojego serca, swojej duszy... Chcę po prostu żyć spokojnie, zająć się swoją pasją, jaką jest ogród i nie czekać na nikogo. To nie znaczy, że nie wierzę w miłość czy w to, że kiedyś przyjdzie. Po prostu już nie mam zamiaru sprowadzać jej na siłę...


http://chouchou.bandcamp.com/track/spira
Chouchou - Spira

Chciałbym zamknąć się w Tobie i nigdy już nie wychodzić. Każda Twoja nuta jest kolejną dawką kroplówki, kolejną szwą zakładaną na serce. Chciałbym byś była moimi oczami i skrzydłami, moim jasnym księżycem, chciałbym, abyś liczyła dla mnie owieczki tak długo, aż zasnę.  Jesteś prawdziwa, jesteś wieczna. Twoja cisza jest najgłośniejszą z wszystkich mi znanych. Nie chcę płakać, chcę śmiać się do Ciebie. To prawda, kiedyś wszyscy wpadniemy w niekończący się Błękit... Jeszcze nie pora... Jeszcze...

środa, 23 maja 2012

"Subconscious", czyli kim tak naprawdę jestem...

Hej!

Jak zauważyliście, na blogu pojawił się nagłówek. I jak? Jest przynajmniej ok? Ponieważ nie mam specjalnych zdolności do tworzenia grafiki komputerowej (nie to że nic nie potrafię, tylko że moje ambicje zdecydowanie przewyższają te umiejętności) ,zabrałem się za robótki ręczne...  Dosłownie... I mam nadzieję że nie zinterpretowaliście tego nieco "prowokacyjnego stwierdzenia" inaczej. Wiecie, głodnemu chleb na myśli ;P Wracając do sprawy, stworzenie papierowego modelu nagłówka zajęło mi całe wczorajsze popołudnie. Do tego jeszcze doszła obróbka na komputerze i tak narodziło się to, na co możecie patrzeć.  Zmieniła się też nazwa bloga. Stara tak naprawdę nie miała nic wspólnego z tym, co znajduje się na blogu. Nowa nazwa brzmi: "subconscious", co po angielsku znaczy "podświadomość". Dlaczego podświadomość? Bo mieszczą się we mnie dwie osobowości, z czego jedna jest w mojej podświadomości. Wśród ludzi, z którymi mam do czynienia na co dzień jestem spokojny, poukładany, odpowiedzialny, zgodny. Jednym słowem: nudny do bólu. Oczywiście, niekiedy daję się poznać z innej strony, ale to rzadkość. Moja druga strona, można by rzec moje alter ego, to zupełne przeciwieństwo. W środku tak naprawdę jestem zwariowany, uparty, nieodpowiedzialny, nieco dziecinny, czuły i romantyczny. Moje drugie "ja" kryje w sobie moje prawdziwe uczucia i poglądy. Mimo, że wielokrotnie próbowałem je uwolnić, to jednak zawsze finał był taki sam. Co jest przeszkodą? Moja chorobliwa nieśmiałość i lęk przed życiem. Tak jak już pisałem, nie potrafię podejmować decyzji, bo strach jest silniejszy ode mnie. Nie wiem czy kiedyś to się zmieni. Na razie nie wierzę w siebie, w swoje możliwości, choć wiem, że nie jest aż tak tragicznie. 

Jeśli chodzi o mamę już jest lepiej. Wiem, że nawet jeśli mnie ochrzania, to robi to, bo mnie kocha i po prostu martwi się. Ja staram się słuchać jej, a ona mnie. I jest dobrze. W szkole też jest już lepiej, nadrabiam sprawdziany i nie robię sobie zaległości. A Pani M? Już nie mam siły pisać, co o tym wszystkim myślę. Po kilku rozmowach ze znajomymi, doszedłem do wniosku, że lepiej będzie, jeśli o niej zapomnę. Wiem, że teraz jest to niemożliwe, ale mam nadzieję, że nastąpi to w miarę szybko. Dlaczego moja decyzja jest taka okrutna? Przemyślałem całą sytuację i ja najwidoczniej w  świecie nie kocham jej na tyle, żeby pokonać uprzedzenia. Kiedy na nią patrzę, odlatuje gdzieś cały mój zdrowy rozsądek i tracę wszelką nadzieję. Ja do niej w ogóle nie pasuję. Jesteśmy jak woda i ogień. Ona jest piękna i śmiała, a ja? Dopóki nie otworzę się na świat, nigdy nie będę miał odwagi, żeby ją poznać, żeby z nią rozmawiać. Poza tym mam zbyt dużo do stracenia. Nie burzy się tego, co skrupulatnie się budowało. Mam na myśli szkołę, spokój jaki sobie tam stworzyłem. Ludzie mnie tolerują i to mi wystarcza. Gdyby wszystko wyszło na jaw, nie miałbym już tam życia. Nie wyobrażam sobie trzech lat spędzonych w jej towarzystwie, trzech lat ciągłego cierpienia i rozpamiętywania. Wiem, że będę kiedyś żałował tej decyzji, że będę sobie to wypominał, ale tak naprawdę będzie lepiej. Chcę w to wierzyć. Mam nadzieję, że w końcu się odkocham. Robię to na przekór sobie, na przekór moim uczuciom, ale jak już mówiłem - dziwny ze mnie człowiek... 

PS. Piszcie, co myślicie na temat nagłówka. Szczerze.

Wyjątkowo, nie dodaję teledysku. Nadrobię to następnym postem.

niedziela, 20 maja 2012

Angry...

Hej!

Tak, jestem zły i to bardzo... Wszystko przez moją mamę... Wyobraźcie sobie, że ona mnie ciągle podgląduje. Nie wiem o co jej chodzi, ale chyba ubzdurała sobie, że ja niby piszę z jakąś dziewczyną^^ A tak naprawdę to ja piszę bloga. Tłumaczyłem już jej to, ale ona swoje... Nie no, ona już naprawdę przesadza. Nawet we własnym pokoju muszę się pilnować, bo ciągle wściubia nosa. Wchodzi sobie, bo niby coś szuka, a tak naprawdę chodzi o to, żeby mnie sprawdzić... A najbardziej mnie wkurza jak zagląda mi do monitora. Dostaję normalnie jakiejś białej gorączki. Czy nie mogę mieć choć odrobiny prywatności. Jak jej to mówię, to tłumaczy, że ja z nią mało gadam. Ok. Ale do diabła, ja nie jestem już małym dzieckiem i nie będę się z wszystkiego tłumaczyć. Zresztą, ostatnio po przyjściu ze szkoły wgl nie chcę mi się gadać. Lubię sobie po prostu pomilczyć. Te wszystkie sprawdziany, kartkówki i kilometrowe notatki mnie wykańczają, a w domu nie mam już na nic ochoty. Czy jej to tak ciężko zrozumieć??? Mam nadzieję, że to wszystko się w końcu skończy. 

Od wakacji mam zamiar zmienić trochę bloga, tylko nie wiem, co mógłbym zrobić. Mam już pomysł na nagłówek, ale ciągle nie mam na to czasu, bo muszę zajmować się szkołą. To miejsce też mnie wkurza. Ciągle coś... Jak nie kartkówka, to sprawdzian... Do tego zaległe trzy sprawdziany. Jeśli zastanawiacie się nad wyborem szkoły i zależy wam na dobrych ocenach, to raczej nie idźcie do technikum. Pierwszy rok to naprawdę, jakaś rzeźnia. Co prawda później ma być łatwiej, ale to i tak przesada. Jakbym miał tak po krótce opisać poziom trudności, no to jak dla mnie pierwsza klasa technikum odpowiada co najmniej dwóm rokom szkolnym w gimnazjum... Co prawda po technikum ma się i zawód, i maturę, ale jak ktoś ma słabe zdolności do przyswajania wiedzy, to raczej odradzam... 

Jakie macie pomysły na zmiany w moim blogu? Na koniec królowie grunge'u czyli Nirvana <3, w coverze piosenki "The Man Who Sold the World" wykonanym w programie MTV Unplugged. 

Zawsze chciałbym móc z odwagą spojrzeć sobie w oczy...