niedziela, 17 czerwca 2012

Zagubiony we własnym świecie.

Cześć!

Jestem gotowy na ochrzany od Was, na słowa krytyki wobec mojej "bywalności" na blogu i Wasze rozczarowanie moją osobą. Ok, Walcie prawdę. Fakt, nie było mnie długi czas, ale to chyba tylko dlatego, że coś się we mnie zmieniło... Przepraszam i dziękuję, że komentujecie i odwiedzacie mnie. Postaram się pisać częściej. Tylko Wy nigdy mnie nie opuszczacie i staracie się zawsze zrozumieć, dlatego staram się zawsze być wobec Was wdzięczny. Mam nadzieję, że to zauważacie :)

Nie wierzę w szczęśliwe zakończenia.
A przez chwilę było tak pięknie... Mogłem patrzeć w Twoje cudne oczy i widzieć w nich własne odbicie, mogłem czuć Twoją bliskość tak, jak jeszcze nigdy. Już dawno serce nie biło mi tak szybko, jak wtedy... Przy Tobie zapomniałem o wszystkim: o tym, że zniszczyłaś moje poukładane i nudne życie, że przez kilka miesięcy byłem całkowicie rozbity, że nikt jeszcze nie ukradł mi serca w tak bezczelny sposób. W końcu zacząłem z Tobą rozmawiać, lecz wcale nie poczułem się z tym lepiej. Przeciwnie, jeszcze bardziej upewniłem się, że bez Ciebie już nie jestem tą samą osobą, co kiedyś. Nie wierzę już w szczęśliwe zakończenia, ani w to, że miłość jest dla wszystkich. Bronię się przed okazywaniem szczęścia i nie rozumiem tych, którzy robią to tak nachalnie. Przestałem nawet lubić dzieci, bo to najnaiwniejsze istoty na świecie. Coś się zmieniło i teraz inaczej patrzę na życie. Przez tyle czasu budowałem swój własny świat, a teraz Ty zgasiłaś w nim światło. Jak mam teraz żyć? No jak?!


Nie chcę niszczyć cudzego szczęścia... Nawet jeśli sam go nie mam...
Wiem, że nigdy mnie nie pokochasz, że nigdy nie zrozumiesz moich słów i uczuć. Zawsze będziemy dla siebie obcy, a mój głos nigdy nie będzie dla Ciebie słyszalny... Ktoś inny będzie wyznawał Ci miłość i kogoś innego będziesz całować na przywitanie, bo on jest w twoim sercu, droga M. Mógłbym patrzeć na ciebie godzinami, przy Tobie mógłbym żyć bez niczego, lecz jaki to ma teraz sens? Po co mam się z Tobą zaprzyjaźniać, po co mam Cię poznawać, skoro wiem, że nie umiem kłamać? Moje oczy potrafią mówić wszystko, a uśmiechu nie umiem trzymać na uwięzi. Mimo wszystko nie potrafię Cię znienawidzić, ani źle Ci życzyć. Skoro przy nim jesteś szczęśliwa, niech tak zostanie. Nie chcę niszczyć cudzego szczęścia... Nawet jeśli sam go nie mam... Tylko jak mam zapomnieć o tym, co czuję, o tych dziesięciu miesiącach, które zniszczyły mnie niczym pożar i zostawiły same zgliszcza?

Teraz pada...
Z tobą, czy bez Ciebie, i tak jest źle. Próbowałem robić wszystko, lecz nic nie przynosi ulgi i ukojenia. Jak usłyszałem w jednej piosence "Nie ma religii, która mogłaby mnie uratować..." (Bruno Mars - "It Will Rain") Nie mogę o Tobie zapomnieć. Albo to ja jestem żałosny, albo to życie, jest zupełnie pochrzanione. Dlaczego miłość działa tak wybiórczo i często w jedną stronę? Dlaczego jednym trafia się jej więcej a innym mniej? Nie ma mądrych odpowiedzi na te pytania. Takie jest życie, taki jestem ja... Ponoć czas leczy rany... Każdy ma mniej lub więcej cierpliwości, lecz niestety, kiedyś się kończy. Dlatego nie chcę wiedzieć, co się stanie, gdy mi jej zabraknie.  Oby te wakacje były dla mnie ostatnią deską ratunku na normalne życie... Teraz pada...

Dla tych, którzy nie znają mojej sytuacji, w dużym skrócie: M. nigdy nie była moją dziewczyną, ani nigdy nie dowiedziała się o tym co czuję. M. chodzi do mojej klasy. Najprawdopodobniej ma chłopaka, co sprowadza moje szanse do zera. Nie mam zamiaru dłużej walczyć o to uczucie. Jednocześnie mam gigantycznego doła, który ciągle okazuje się zbyt dużym, bym mógł z niego wyskoczyć.

Piosenka, którą zacytowałem - Bruno Mars - "It Will Rain" + coś na rockowo - Pearl Jam - "Last Kiss". Ta druga piosenka jest szokująco zwodząca. Nie dajcie się wkręcić w wesołą melodię - treść jest niezwykle smutna...




czwartek, 7 czerwca 2012

What U See?

Hej!!! 

O mój Boże! Jak dawno już tu  nie byłem... Bardzo Was za to przepraszam. Powód?! Sam nie wiem... Myślę, że to przez zapieprz w szkole i dodatkowo moje miłosne zawirowania... Ale zanim o tym, to BARDZO DZIĘKUJĘ! Jesteście kochani:)) Czytając wasze komentarze strasznie się wzruszyłem. Jeszcze nikt mnie tak nie docenił jak Wy. Naprawdę. Skoro mówicie, że mam talent, to może coś w tym jest? Jedno mogę powiedzieć na pewno: to co piszę, zawsze płynie z mojego serca. 


Moje nogi chcą iść do przodu, lecz serce uparcie zostaje na tyłach... Czuję, że coś bezpowrotnie ze mnie uleciało, że straciłem jakąś część siebie... Cały plan ucieczki stanął pod wielkim znakiem zapytania, ogień został wstrzymany. Czy to ma sens? Co tak w ogóle go ma? Z każdym dniem fala pytań i wyrzutów sumienia przygniata mnie z coraz większą siłą... Pierwszy raz zobaczyłem twoją twarz... To był dziwny sen, M... Nie wiem dlaczego mi się przyśniłaś. Wczoraj chciałem się z Tobą pożegnać, ale los ,jakby na przekór, przeszkadzał mi w tym ... Przecież Twoja bliskość już mnie nie zniewala, przecież wyraźnie dałem Ci do zrozumienia, że dla mnie mogłabyś już nie istnieć. Mimo wszystko w mojej głowie ciągle trwa wojna. Serce nadal jest Twoje, rozum jest mój. Dlaczego ciągle mnie atakujesz, skoro skapitulowałem? Dlaczego los ponownie skrzyżował nasze drogi, skoro wczoraj Cię zabiłem? Mam za sobą wielu żołnierzy, ale żaden z nich nie może walczyć u mojego boku... Nawet ja sam nie potrafię walczyć... Nie potrafię skutecznie zabijać swoich myśli...

Moja bajka nie mogła stać się prawdą
Ale czy aby na pewno tego chciałem? Co ja najlepszego zrobiłem? Sprzedałem cały swój świat dla Ciebie, a teraz czuję się jak rozbitek na bezludnej wyspie mojego skamieniałego serca... Od kilku dni oglądam się za siebie. Co zobaczyłem? Ciebie, kompletnie zdziwioną i mnie kompletnie obojętnego. Z pewnością, nie pomyślałaś o mnie najlepiej, skoro udałem, że nic dla mnie nie znaczysz... Strasznie zraniłem nas obydwu . Nie wiem już co czuję, nie wiem czy czas płynie, czy też na złość - zatrzymał się. Czuję się jeszcze bardziej samotny niż zwykle. Chciałbym zasnąć na jakiś czas i obudzić się kilka miesięcy później... Bez Ciebie... A może tak naprawdę ciągle spałem? Może po prostu śniłem? Często widzimy to, co chcielibyśmy zobaczyć... Piszemy własną bajkę, w której wszystko dzieje się po naszej myśli i nigdy nie ma smutnego zakończenia. To my jesteśmy głównymi bohaterami... Chciałem być księciem na białym koniu, w srebrnej zbroi, ustać pod twym oknem i zaśpiewać specjalnie dla Ciebie... W  tej bajce widziałem Cię jako piękną księżniczkę, o nieziemskim spojrzeniu... Mieliśmy być razem... Wczoraj ktoś ważny dla mnie powiedział mi, abym lepiej to wszystko skończył. Wczoraj właśnie to chciałem usłyszeć i skończyłem z tą tandetną historyjką. Dzisiaj mam ogromnego, moralnego kaca...

Jet - "Look what you've done"


Co zrobiłem? Czy tego chciałem? Czy można żałować czegoś, co nigdy nie istniało? Muszę to wszystko przemyśleć...